sobota, 24 lipca 2010

STIM

Jeszcze w kwestii egzaminów. Było ich sporo, sesja ciągnęła się nam od kwietnia do końca lipca. Nie sposób opisać wszystkich, ale też nie ma potrzeby, bo w zdecydowanej większości były to testy. Wyjątkami były ustna pediatria oraz praktyczna interna. Chciałabym się skupić na tym ostatnim, bo wydaje mi się najciekawszy, tzn. różniący się od polskich standardów.
Zacznijmy od tego, że całe to zjawisko, na końcu którego znajduje się egzamin, nazywa się STIM, czyli Skills Training Innere Medizin. Jest to kilka sal, w których znajdują się różne modele i przybory do nauki praktycznych umiejętności. Są to:
1. Defibrylator z odpowiednim modelem. Najlepsza była taka dodatkowa konsola, gdzie ustawiało się wyświetlane EKG, po czym student musiał rozpoznać zaburzenie (np. migotanie komór), wykonywał odpowiednie kroki w celu uratowania pacjenta (w tym przypadku defibrylację, kluczowym momentem było również krzyknąć uprzednio „Achtung, Strom, alle weg vom Patient!”), a jeśli zrobił to dobrze, to EKG samo zmieniało się na prawidłowe.
2. Model do nauki wkłucia dotętniczego. Czyli urocza samotna rączka (a właściwie całe przedramię) z wyczuwalnym tętnem (bo obok znajdowała się podłączona do rączki równie urocza pompka, pompująca czerwony płyn do rurki imitującej tętnicę).
3. Model do nauki zakładania wenflonów. Podobne jw. samotne przedramię, bezlitośnie pokłute. Niemiecką specyfiką wydawało mi się, jak wysoką wagę oni przykładają do bieżącego informowania pacjenta (samotnej rączki) o tym, co się robi. Czyli, że najpierw dezynfekcja, to zimne, proszę się nie przestraszyć. Potem, że uwaga zakłucie, proszę się nie przestraszyć itd., itd.
4. USG. Tutaj już niestety model się nie sprawdza. Tak więc podczas ćwiczeń bada się kolegów, a na egzaminie egzaminatora (biedny Tutor, cała grupa zdających wymazała go żelem). Warto dodać, że do dyspozycji (wyłącznie) studentów jest normalny ultrasonograf z Dopplerem!! Nie taki znowu tani. A poza tym to muszę się poskarżyć, że Marek jest niewdzięcznym obiektem badań, ma komplikującą wszystko warstwę mięśniową i mam wątpliwości, czy ma serce, bo miałam problem je znaleźć.
5. EKG. Kolejny model do nauki zakładania elektrod (wreszcie się nauczyłam, jakie kolory idą po kolei) oraz przykładowe wyniki do interpretacji.
6. BGA (Blut Gas Analyse), czyli po naszemu gazometria do interpretacji. Bardzo mi się podobało, bo wymagali od nas analizy wyników według prostego schematu, opanowania podstawowych zaburzeń i co należy wtedy zrobić.
7. RTG, czyli zdjęcie klatki piersiowej do interpretacji. Do nauki mieliśmy ok. 30 przykładowych zdjęć. Było to mądrze zrobione, najpierw widziało się zdjęcie, po następnym kliknięciu pojawiały się strzałki na zdjęciu wskazujące ew. zaburzenia, a po kolejnym kliknięciu diagnoza.
8. Stacja badanie klatki piersiowej. Najpierw badało się model, a następnie słuchało się nagranych szmerów płucnych tudzież tonów serca i należało wykryć zaburzenie, po czym zinterpretować, co to może być.
9. Zakładanie sondy dożołądkowej. Uroczy model, któremu wpychało się rurkę do żołądka przez nos, a jeśli zrobiło się to dobrze, do można było wysłuchać gulgotania wody w lewym nadbrzuszu po podaniu powietrza przez sondę. Kluczowe, jak zwykle, ostrzeżenie przed nieprzyjemnym smakiem środka znieczulającego gardło.
10. Punkcja opłucnej. Model ograniczał się do fragmentu ściany klatki piersiowej z wyczuwalnymi żebrami. Tutaj Tutor kontrolował, jak daleko student zagłębił się klatce piersiowej i przestawiając odpowiednio system rurek sprawiał, że wyczuwało się „loss of resistance”, kiedy aspirując wbiło się już w szczelinę opłucnej.

To tak pokrótce. Oczywiście przy wszystkich stacjach znajdowały się plakaty dokładnie wyjaśniające dane zagadnienie, wskazania, przeciwwskazania itd. Na stronie internetowej są też nagrane filmiki insruktażowe, jakby ktoś sobie chciał jeszcze powtórzyć, co się po kolei robi(kliknij tu)
Ale najciekawsze z tego całego STIMu jest to, że prowadzą to wszystko studenci starszych lat, tzw. Tutorzy (w profesjonalnych koszulkach i oczywiście odpowiednio opłaceni za godziny swojej pracy). Oni również przeprowadzają egzamin. Wydaje mi się to bardzo budujące, że uczelnia ufa swoim studentom i szanuje ich na tyle, że powierza im przeprowadzenie części blokpraktyki z tak ważnego przedmiotu jak interna, no i w dodatku jednego z egzaminów. Muszę przyznać, że Tutorzy byli bardzo profesjonalni i chętni do pomocy.
To zjawisko w ogóle nawiązuje do szerszej sprawy, jaką są możliwości zarabiania pieniędzy przez studentów na uczelni niemieckiej. Możliwości mają naprawdę dużo. Począwszy od tego, że mogą pracować w bibliotece, mogą zarabiać poprzez nagrywanie wykładów, które są wrzucane do Internetu, a skończywszy na funkcji Tutora, która działa na różnych kursach (np. jeśli student zakończył kurs z mikrobiologii, to może zatrudnić się jako Tutor, przychodzi wtedy na zajęcia młodszych kolegów i pomaga im ustawiać mikroskopy, odpowiada na niektóre pytania, oczywiście nie jest tam sam, tylko pomaga prowadzącemu). Oprócz tego, co chwile pojawiają się ogłoszenia o możliwości zgłoszenia się jako płatny ochotnik do badań (np. w laboratorium snu, gdzie ochotnik ma za zadanie spać:). Nie wspominając o tym, że każdorazowe oddanie krwi to 25 euro.

Tylko jedna kwestia pozostaje międzynarodowa. Panie w dziekanacie nie są miłe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz