sobota, 3 lipca 2010

egipskie tematy, bo gorąco


Powoli, powoli zbliża się czas pożegnań. My wciąż jesteśmy zajęci naszymi egzaminami, ale w Gastehaus zaczynają być widoczne prześwity. Wyjeżdżają „stali bywalcy”, ostatnio nasz kolega Ahmed z Kairu, z którym mieliśmy zsynchronizowany zegar biologiczny, bo zawsze pojawialiśmy się głodni o tych samych porach w kuchni. Prowadziliśmy z nim bardzo ciekawe dyskusje, m.in. o wielkiej tamie na Nilu (dzięki czemu wróciłam pamięcią do lekcji historii z klasy czwartej i słynnego tematu „Egipt darem Nilu”), o tym, dlaczego Egipcjanie nie lubią Anglików i w jaki sposób przetrwać Ramadan, czyli nie jeść i nie pić przez cały dzień w czterdziestostopniowym upale. Z tymi lekcjami historii to też śmieszna sprawa, bo dzieci dużo się uczą o starożytnym Egipcie, a potem już praktycznie nic więcej, tak jakby Egipcjanie wciąż nie wyszli poza dwuwymiarową perspektywę z charakterystycznie złożonymi rączkami.
A Ahmed okulista był kiedyś przez miesiąc w Poznaniu i bardzo chwalił polską herbatę. I w ogóle może się kiedyś do Kairu wybierzemy. Polecał nam wycieczkę statkiem po Nilu. I powiedział mi raz, że jestem bardzo podobna do Diane Krüger, po czym zaczęłam się zastanawiać, czy w takim razie nie powinnam się przefarbować na blond...(?)

Z innych ciekawostek, to po wczorajszym udanym egzaminie z pediatrii wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy opalać się na plażę. Piękna sprawa. (Tylko woda trochę jeszcze zimna w morzu.)

1 komentarz:

  1. W ramach eksperymentu możesz, Olu, spróbować blond fryzury. Trudno to sobie wyobrazić... ale może być ciekawie ;))

    OdpowiedzUsuń