niedziela, 11 lipca 2010

Internistycznie

Wprawdzie blok praktyka z Interny już dawno za mną, ale z powodów kronikarskich należy ją opisać.

Całość trwała 4 tygodnie. Pierwszy tydzień to liczne prelekcje w małych grupach. Najlepsza była nefrologia w 55 minut. Tutejszy doktor House (południowy Niemiec z wąsami, który prowadzi wykłady z nefrologii/kardiologii/zarządzania szpitalem) bez trzymanki wyjaśnił dlaczego nefrolodzy tak lubią kłębuszkowe zapalenia nerek (bo inaczej musielibyśmy leczyć tylko cukrzycową niewydolność nerek). Potem był crash course z kardiologii np. ekg w 45 min itp. Po tym jak z Olą w echokardiografii rozpoznaliśmy Myxoma, grupa zaczęła się na nas dziwnie patrzeć. Ola miała podobne przejścia na oddziale. Doktor zapytał ją i koleżankę Niemkę, jak może powstawać tachykardia nadkomorowa. Ola stwierdziła, że możliwą przyczyną jest fala re-entry, doktor dopytał jaka jest zasada, Ola wyjaśniła. Doktor z coraz większymi oczyma nie dawał za wygraną i zapytał jeszcze jak to można wyleczyć. Oli powiedziała, że ablacją. Na to koleżanka Niemka z bardzo już dużymi oczyma zapytała "a co to jest ablacja?".
Po tygodniu prelekcji trafiliśmy na oddziały. Ja najpierw na 45L. L jak Luft, tudzież Lunge. Teoretycznie była to pneumologia, a praktycznie wszystko. Taka tutejsza reguła, podziały na gastro/pneumo/endo itp. są mniej wyraźne. Jeśli chodzi o dalsze różnice to na oddziałach jest mniej lekarzy. Na 45L była dwójka młodych w czasie specjalizacji (na 30 pacjentów) oraz jako wsparcie pojawiał się głównodowodzący profesor.
Ostatnia duża różnica to pobieranie krwi. Pisaliśmy już wcześniej, że pielęgniarki nie mogą tego robić. Teoretycznie zajmują się tym lekarze, ale z uwagi, że jest ich tylko dwójka, to zadanie spada na studentów tudzież stażystów. A ja byłem jedynym studentem na 45L, więc motywem przewodnim poranków (od 10 do 13) było masowe kłucie pacjentów i pacjentek. Koniec końców tylko u jednej pani nie byłem w stanie odnieść sukcesu. Ale jej żyły były tak głęboko, że przypominało to bardziej odwierty w poszukiwaniu ropy niż pobieranie krwi. Oprócz krwi odpowiedzialny byłem również na ekg. W końcu nauczyłem się kolejności kolorków od elektrod i miejsc przyklejania. Do tego musiałem w ciągu tygodnia przyjąć i opisać trzech pacjentów, był więc co robić. Raz nawet zdarzyło mi się przedstawiać przyjętego pacjenta szefowi. Jakoś się udało.
Drugi tydzień spędziłem na hematologii. Trafiłem tam z kolegą, więc mieliśmy trochę mniej roboty, miałem za to czas nauczyć się obsługi portu żylnego. Ogólnie oddział bardzo ciekawy, tylko pacjenci z ciężkim rokowaniem.
Czwarty tydzień to pisanie epikryzy (takiej rozbudowanej historii) oraz przygotowanie do egzaminu praktycznego o którym więcej napisze Aleksandra.

1 komentarz:

  1. Fajny opis. Prosimy jeszcze o szczegóły egzaminu z pediatrii... i nic nie wiemy jeszcze o neurologii!

    OdpowiedzUsuń