sobota, 12 grudnia 2009

Die Spielverderber oder das Erbe der Narren




W zeszły weekend skoczyliśmy na głęboką wodę - wybraliśmy się do teatru na niemiecką sztukę. Pewnie nie zdecydowalibyśmy się na to, gdyby nie fakt, że to teatr studencki naszego uniwersytetu, w którym gra nasza koleżanka, Simone.
„Die Spielverderber” oznacza kogoś, kto psuje zabawę. Sztukę napisał Michale Ende, po raz pierwszy była wystawiana w 1967 roku.
Comedia infernale (jakie piękne określenie), opowieść o testamencie, który gromadzi w tajemniczym zamku 10 obcych sobie ludzi, z których ani jeden nie znał zmarłego. Testament składa się z 10 części i może być otwarty tylko wtedy, gdy wszyscy złożą swoje części w całość. Zaczynają się intrygi.
Całość przedstawiona w dynamiczny sposób z dużą dawką ekspresji. Niczego nie zabrakło, były duchy, chudy lokaj, nieszczęśliwa miłość, generał (wyszedł na scenę w długim skórzanym płaszczu, trochę mnie to sparaliżowało...) i strzelba i pożar...
Mój ulubiony cytat: „Wenn die Leute ihr Glück nicht wollen, dann wird man sie eben dazu zwingen müssen“.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz