sobota, 26 grudnia 2009

czwartek, 17 grudnia 2009

Debiut

Filmowy

Należy kliknąć TUTAJ

december will be magic again

Mam do Kasi sentyment z dzieciństwa, robiła na mnie wielkie wrażenie, jak potrafiła wysoko machnąć nogą i niefizjologicznie się wygiąć w Wuthering Heights... Tutaj w wersji świątecznej.

Kasia Krzak

niedziela, 13 grudnia 2009

sobota, 12 grudnia 2009

Die Spielverderber oder das Erbe der Narren




W zeszły weekend skoczyliśmy na głęboką wodę - wybraliśmy się do teatru na niemiecką sztukę. Pewnie nie zdecydowalibyśmy się na to, gdyby nie fakt, że to teatr studencki naszego uniwersytetu, w którym gra nasza koleżanka, Simone.
„Die Spielverderber” oznacza kogoś, kto psuje zabawę. Sztukę napisał Michale Ende, po raz pierwszy była wystawiana w 1967 roku.
Comedia infernale (jakie piękne określenie), opowieść o testamencie, który gromadzi w tajemniczym zamku 10 obcych sobie ludzi, z których ani jeden nie znał zmarłego. Testament składa się z 10 części i może być otwarty tylko wtedy, gdy wszyscy złożą swoje części w całość. Zaczynają się intrygi.
Całość przedstawiona w dynamiczny sposób z dużą dawką ekspresji. Niczego nie zabrakło, były duchy, chudy lokaj, nieszczęśliwa miłość, generał (wyszedł na scenę w długim skórzanym płaszczu, trochę mnie to sparaliżowało...) i strzelba i pożar...
Mój ulubiony cytat: „Wenn die Leute ihr Glück nicht wollen, dann wird man sie eben dazu zwingen müssen“.

wtorek, 8 grudnia 2009

niedziela, 6 grudnia 2009

usypiająco

Aktualnie edukuję się w charakterze anestezjologicznym. Wszystkim kieruje profesor Kloc (tudzież Pieniek, zależnie od słownika) i jest całkiem nieźle. W czwartek po drodze na zajęcia z respiratora prof pokazał nam oddział awaryjny, tzn oddział od wypadków masowych. Sala długa na 30 szerokości łóżek (45m?) szeroka na 2 długości łóżka. Czyli spora. W ścianach tleny itp. Działa to tak:
karetki przywożą ofiary, dyżurny anestezjolog zarządza otwarcie oddziału, naciska guzik, na oddziałach intensywnej terapii zapalają się lampki. Każdy oddział przysyła jedną pielęgniarkę (oddziałów jest 6). Przybywają również noszowi, zdejmują folie z łóżek, wyciągają respiratory (3) i szafki z lekami. Jeżeli respiratorów jest za mało, to ściąga się dodatkowe z bloków operacyjnych. Można przyjmować pacjentów. Wszystko ma trwać maksymalnie 15 minut, przynajmniej tak się chwalą.

Oprócz tego trafiłem w piątek do kliniki Hals-Nase-Ohren. Ola chyba opisała jak wygląda „trafianie”, ale ja się i tak powtórzę. W godzinach porannych należy odwiedzić centralę anestezjologiczną, dowiedzieć się, z którym lekarzem ma się zajęcia (1 na 1). Następnie dzwoni się na jego pager, on oddzwania, mówi gdzie jest i jak się tam dostać. Powyższe czynności wykonałem i przebrany w zielone ubranko rozpocząłem pobieranie nauk u (jak się potem okazało) rudego anestezjologa. Operacja była strasznie długa (5h), Basalioma na pół twarzy. Doktor opowiadał o różnych ciekawostkach anestezjologicznych, trochę mnie pytał, a potem zaproponował żebyśmy poszli do kuchni pić kawę. Przy pacjencie został pielęgniarz. Kawa była dobra, z ekspresu na wkłady, szybko wypiłem, doktor zajął się dyskusją z pielęgniarkami, a ja wróciłem do pacjenta. Zasiadłem na krzesełku i siedzę. Pielęgniarz się pokręcił, pokręcił i poszedł. Zostałem sam na sam z pacjentem, no i z respiratorem. Szczęśliwie pacjent, wdychając rześko Isofluran, spał spokojnie. Przez pół godziny wypełniałem protokół znieczulenia, a potem wszyscy wrócili.